piątek, 29 marca 2013

Imagin część 4

                          " Oczami Natalii "
 
         Gdy jechaliśmy na lotnisko, zastanawiałam się jak to jest żyć w Londynie. Nie miałam na to zbyt wiele czasu, ponieważ tata po 15 minutach drogi był już na lotnisku. Pożegnaliśmy się i razem z Weroniką ruszyłyśmy w stronę budynku. Czekałyśmy na samolot w miarę krótko. Później, gdy zobaczyłyśmy, że wszyscy pasażerowie przechodzą już przez bramkę poszłyśmy również.
              Byłyśmy już obok tej wielkiej maszyny. Pilot wyszedł, ukłonił się i zaprosił wszystkich do środka. Gdy większe bagaże były już w oddzielnym schowku a wszyscy siedzieli na swoich miejscach samolot ruszył. Zaczął wzbijać się coraz wyżej i wyżej.
              Po 30 minutach znudziła mi się już ta podróż, więc postanowiłam przejść się po samolocie. Gdy wróciłam moja koleżanka miała laptopa na swoich kolanach. Zapytałam :
- Skąd go masz ?
- Stewardessa mi dała. - powiedziała
- Czyli, że ja męczyłam się bez niego... - spojrzałam na laptop z miną " WTF "
- Nie denerwuj się. Weź go sobie. Ja poczekam. - powiedziała i położyła mi go na kolanach.
              Od razu musiałam wejść na Facebooka. Wifi było marne. Zdołałam napisać kilka zdań gdy internet padł. Odniosłam laptop to stewardessy. Zapytałam również, kiedy możemy dolecieć do Anglii. Powiedziała, że za około 9 godzin. Nie wiedziałam czy to dużo czy mało jak na taki lot bo jeszcze nigdy nie leciałam , więc podziękowałam i odeszłam.
              Usiadłam na swoim miejscu, wtuliłam głowę w siedzenie i zasnęłam. Obudziłam się około godziny 13:00 . Spałam 4 godziny. Przed nami było jeszcze 5 godzin drogi. Włożyłam słuchawki w uszy i oparłam nogi o siedzenie naprzeciwko. Weronika spała jak zabita. Okazało się, że słuchawki nie są podłączone i muzyka leci na ' ful ' w całym samolocie. Obudziłam wszystkich. Nawet starszą panią z samego początku samolotu. Schowałam słuchawki do plecaka i udawałam obudzoną przez tą muzykę, aby nikt nie zganiał winy na mnie. Byłam głodna więc poszłam do stewardess po orzeszki. Wcześniej jednak samolot dostał turbulencji a  ja zamiast pośpiesznie wracać na miejsce stałam jak głupia na środku samolotu. Potknęłam się o kilka toreb i siedzeń. Wylądowałam pod samom kabiną łazienki. Pragnę wspomnieć, że tą drogę pokonałam na moim brzuchu, gdy ' szłam ' po orzeszki.
               Wróciłam na miejsce. Znów wtuliłam głowę tym razem w poduszkę i zasnęłam. Obudziłam się akurat o 16:45. Było 15 minut do lądowania. Widziałam już zza okna te piękna widoki. Czas płynął już szybciej. Nagle na moim zegarku wybiła godzina 16:59 i w głośnikach zabrzmiał głos kapitana :
" Tu kapitan. Podchodzimy to lądowania ! Proszę zostać na swoich miejscach. Mogą odczuć państwo lekkie turbulencje. "
                Gdy to usłyszałam mocniej zabiło mi serce i pikawka zaczęła wariować. Wylądowaliśmy. Drzwi samolotu otworzyły się a schodki wysunęły. Wyskoczyłam z samolotu jaki poparzona i wtedy wiedziałam, że warto było !

1 komentarz: